Oczami Blanki…
Jutro mój pobyt we Włoszech dobiegnie końca. Co prawda trwał całe dwa dni no ale zawsze jest to dobry sposób na małe oderwanie się od rzeczywistości. Jednak po co tu przyjechałam muszę wypełnić to co obiecałam Savaniemu. Patrzę jak moja szwagierka bawi się z swoją córeczką, uśmiecham się na ten widok. Brakuje z nimi Crisa. Zawszę się wygłupiał z małą, a ona to uwielbiała.
- Nie brakuje ci go? – pytam Micheali siadając obok niej. Ona tylko spuszcza wzrok i zastanawia się co odpowiedzieć.
- Podjął decyzję… - mówi po chwili, a ja tylko kręcę głową. Po jej wyrazie twarzy widać, że mój kuzyn nie jest jej obojętny.
- Ciao!! O kogo ja tu widzę? Blanka?! Wyrosłaś! - słyszę głos Travicy i po chwili jestem tulona w jego ramionach. No tak Dragan ukochany braciszek Michaeli. – Może tobie się uda wybić mojej siostrze tą głupotę z głowy! Facet w niej zakochany ona w nim też, a jej się rozwodów chce…- teatralnie gestykuluje i siada obok nas.
- Dragan przerabialiśmy to. – mówi ostrym tonem żona mojego kuzyna.
- To wujek Dragan zabiera teraz swoją siostrzenice na spacer. – zakomunikował radośnie, a mała Mia z uciechą wyciągnęła do niego rączki. Po chwili zostałyśmy same. Widziałam, że mina mojej szwagierki nie była zbyt radosna. Wyglądała jakby nad czymś rozmyślała.
- Powiedz mi co u niego? – zapytała po chwili ciszy, ucieszyło mnie w środku to pytanie, ponieważ teraz jestem już pewna, że ona nadal kocha Savaniego.
-Nie za dobrze… Trochę się podłamał tym, że was straci… Michaela, ja wiem, że może się kłóciliście, że było nie tak jak powinno, ale kochacie się. Widzę, że za nim tęsknisz, on tęskni za tobą. A Mia? Jej potrzebny jest ojciec… - wygłosiłam swój monolog i spojrzałam na swoją szwagierkę
- Masz rację, tylko musiałybyśmy się przenieść do Polski… - mruknęła niezadowolona a ja przewróciłam teatralnie oczami.
- Za to możecie być szczęśliwi. Może zmiana otoczenia dobrze wam zrobi?- moja towarzyszka zamilkła za na moment
-W takim razie muszę pozamykać tu parę spraw i ogarnąć sprawy przeprowadzki. Dziękuje.– dodała po chwili i uśmiechnęła się szeroko mocno mnie przytulając. W końcu mi się coś udało. Naprawiłam związek Cristiana, szkoda że nie umiem tak zadziałać w swoim życiu. Jutro rano, muszę wrócić już do mojej szarej rzeczywistości i zająć się swoimi sprawami.
Oczami Alicji…
Weszłam do swojego mieszkania po męczącym dniu na uczelni.
Nauka chyba stała się w ostatnich dniach moim sposobem na problemy. Czekała
mnie jeszcze poważna rozmowa z moją przyjaciółką, która aktualnie przebywa w
pięknej Italii. Westchnęłam tylko zawiesiłam kurtkę na wieszak. Też mogłam być
we Włoszech, a konkretnie w Maceracie. Wiem jednak, ze gdybym wyjechała mój
związek z Wojtkiem przeszedł by do historii. On nie przeżył by tego, że jestem u Bartka. Po za
tym, sama uważam że to nie było by w porządku. Od wyjazdu Bartka minął już
tydzień, cieszę się że go zobaczyłam. Nie myślałam, że po tym wszystkim będę
mogła mu się tak po prostu zwierzać.
Zmartwiło mnie trochę to, że moje wspomnienia trochę wróciły, nasza
kawiarnia, nasz stolik. Wszystko było jak za dawnych czasów. Moje myśli
przerywa jakiś hałas w pokoju Blanki. Natychmiast za nim podążam.
- O już jesteś. – Mówi moja przyjaciółka i się rozpakowuje. Bez słowa wychodzę z jej pokoju i sięgam do barku po butelkę wina by po chwili ponownie powrócić do jej pokoju. Siadam w fotelu i stawiam dwa kieliszki na stoliku obok nalewając do nich czerwonej cieczy. Szatynka patrzy na mnie zdezorientowana.
- Jestem. Nie ma sensu odciągać już tej rozmowy. Wiem o Wojtku. – mówię nie owijając w bawełnę i upijam łyk wina.
- Jak to o Wojtku? – patrzy na mnie zdezorientowana, a ja wzdycham tylko i spoglądam w swój kieliszek kołysząc go lekko.
- O tym że go kochasz. Wygadał się przez przypadek. To prawda? – pytam spoglądając na nią. Mam nadzieję, że zaprzeczy i że to tylko chore wyobrażenia Włodarczyka.
- Ala to nie tak…. Fakt, kochałam się w nim, ale teraz jestem z Maćkiem. Po za tym co miałam zrobić? Stać wam na drodze? Wojtek był w tobie zakochany jeszcze jak byłaś z Bartkiem. Opowiadał mi o tym jak się tylko poznaliśmy… - zaczęła mi tłumaczyć
- A teraz… kochasz go? – spojrzałam na nią wyczekująco. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nie wiem nawet czy chce znać odpowiedź, ale to by mi nie dawało spokoju.
- Nie wiem. – mruknęła podchodząc do okna. Kompletnie jej nie rozumiem. Przecież skoro coś czuje do Wojtka to dlaczego zaręczyła się z Muzajem.
- Wiesz co zastanów się… Nie szkoda ci Maćka? Chłopakowi na tobie zależy. Nie pogrywaj z nim. Chyba pójdę do siebie, bo nie chce złamać naszej obietnicy. – mruczę poirytowana i wychodzę z jej sypialni. Kiedyś obiecałyśmy sobie, że nigdy się nie pokłócimy o faceta. W ogóle nie chce się z nią kłócić, ale nie potrafię patrzeć jak rani Maćka i przy okazji też siebie.
- O już jesteś. – Mówi moja przyjaciółka i się rozpakowuje. Bez słowa wychodzę z jej pokoju i sięgam do barku po butelkę wina by po chwili ponownie powrócić do jej pokoju. Siadam w fotelu i stawiam dwa kieliszki na stoliku obok nalewając do nich czerwonej cieczy. Szatynka patrzy na mnie zdezorientowana.
- Jestem. Nie ma sensu odciągać już tej rozmowy. Wiem o Wojtku. – mówię nie owijając w bawełnę i upijam łyk wina.
- Jak to o Wojtku? – patrzy na mnie zdezorientowana, a ja wzdycham tylko i spoglądam w swój kieliszek kołysząc go lekko.
- O tym że go kochasz. Wygadał się przez przypadek. To prawda? – pytam spoglądając na nią. Mam nadzieję, że zaprzeczy i że to tylko chore wyobrażenia Włodarczyka.
- Ala to nie tak…. Fakt, kochałam się w nim, ale teraz jestem z Maćkiem. Po za tym co miałam zrobić? Stać wam na drodze? Wojtek był w tobie zakochany jeszcze jak byłaś z Bartkiem. Opowiadał mi o tym jak się tylko poznaliśmy… - zaczęła mi tłumaczyć
- A teraz… kochasz go? – spojrzałam na nią wyczekująco. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nie wiem nawet czy chce znać odpowiedź, ale to by mi nie dawało spokoju.
- Nie wiem. – mruknęła podchodząc do okna. Kompletnie jej nie rozumiem. Przecież skoro coś czuje do Wojtka to dlaczego zaręczyła się z Muzajem.
- Wiesz co zastanów się… Nie szkoda ci Maćka? Chłopakowi na tobie zależy. Nie pogrywaj z nim. Chyba pójdę do siebie, bo nie chce złamać naszej obietnicy. – mruczę poirytowana i wychodzę z jej sypialni. Kiedyś obiecałyśmy sobie, że nigdy się nie pokłócimy o faceta. W ogóle nie chce się z nią kłócić, ale nie potrafię patrzeć jak rani Maćka i przy okazji też siebie.
Oczami Wojtka...
Zajechałam na jedno z łódzkich osiedli. Spojrzałem w lustro, czy aby na pewno dobrze wyglądam. Biorąc do ręki czerwone róże zamykam samochód i wchodzę do bloku. Dzwonię do dobrze mi znanych drzwi. Chce wszystko naprawić, chce odzyskać moją Alicję, mam nadzieję że to mi się uda. Po chwili otwiera mi ona, włosy ma w lekkim nieładzie, patrzy na mnie zaskoczona.
-Wojtek? – pyta zdezorientowana i mierzy mnie wzrokiem
- Proszę kochanie to dla ciebie. – wręczam jej kwiaty i lekko całuje w policzek. – Chciałbym zabrać cię na kolację i przeprosić za wszystko.
- Dziękuję. – mówi wąchając róże- Wejdź zaraz się ogarnę i pójdziemy. – uśmiecha się do mnie i wpuszcza do środka. Biorę ją z rękę i przyciągam do siebie.
-Jesteś cudowna, zachowywałem się jak burak. Nie wiem co zrobię jeśli cię stracę. – mówię i odgarniam jej włosy na bok, by móc patrzeć w jej oczy.
- Nie stracisz. Tylko nie rób tak więcej. – odpowiada mi patrząc w oczy, zaciskam bardziej uścisk i delikatnie muskam jej usta. Niestety przerywa mi tą chwilę, komunikując, że musi się przygotować do naszej kolacji. Chcę, żeby ten wieczór był wyjątkowy. W końcu muszę to wszystko naprawić i sprawić by Alicja poczuła się przy mnie znowu szczęśliwa.
Zajechałam na jedno z łódzkich osiedli. Spojrzałem w lustro, czy aby na pewno dobrze wyglądam. Biorąc do ręki czerwone róże zamykam samochód i wchodzę do bloku. Dzwonię do dobrze mi znanych drzwi. Chce wszystko naprawić, chce odzyskać moją Alicję, mam nadzieję że to mi się uda. Po chwili otwiera mi ona, włosy ma w lekkim nieładzie, patrzy na mnie zaskoczona.
-Wojtek? – pyta zdezorientowana i mierzy mnie wzrokiem
- Proszę kochanie to dla ciebie. – wręczam jej kwiaty i lekko całuje w policzek. – Chciałbym zabrać cię na kolację i przeprosić za wszystko.
- Dziękuję. – mówi wąchając róże- Wejdź zaraz się ogarnę i pójdziemy. – uśmiecha się do mnie i wpuszcza do środka. Biorę ją z rękę i przyciągam do siebie.
-Jesteś cudowna, zachowywałem się jak burak. Nie wiem co zrobię jeśli cię stracę. – mówię i odgarniam jej włosy na bok, by móc patrzeć w jej oczy.
- Nie stracisz. Tylko nie rób tak więcej. – odpowiada mi patrząc w oczy, zaciskam bardziej uścisk i delikatnie muskam jej usta. Niestety przerywa mi tą chwilę, komunikując, że musi się przygotować do naszej kolacji. Chcę, żeby ten wieczór był wyjątkowy. W końcu muszę to wszystko naprawić i sprawić by Alicja poczuła się przy mnie znowu szczęśliwa.
Oczami Cristiana...
Próbuje się od jakiegoś czasu dodzwonić do Blanki, lecz bez skutecznie. Na pewno jej wizyta nic nie dała i Michaela już do mnie nie wróci. Stracę ją i stracę naszą córeczkę. A Blanka nie wie jak mi to powiedzieć. Nie wiem jak sobie dam rade bez moich kobiet… One są dla mnie wszystkim. Słysząc dzwonek do drzwi podrywam się z miejsca i nie patrząc w wizjer otwieram. Mam nadzieję, że to moja kuzynka z wieściami z Włoch. Wczoraj rano miała wrócić. Otwierając drzwi staje nieruchomo i nie wierze własnym oczom.
- Pomożesz mi? – słyszę po chwili i czym prędzej biorę walizki i wnoszę je do środka.
- To znaczy…. – patrzę uważnie na moją żonę i nie bardzo wiem co mam powiedzieć
- Kocham cię i jeśli się zgodzisz chcemy być z tobą. – uśmiecha się do mnie. W odpowiedzi przywieram zachłannie do jej warg. Tak bardzo mi jej brakowało, brakowało mi mojej Michaeli, tej z którą zdecydowałem się spędzić resztę swojego życia.
- W końcu moja siostra jest tam gdzie jej miejsce. – słyszę za sobą i odrywam się od mojej żony, obok nas stoi Dragan z moją córeczką która się wyrywa w moim kierunku. Biorę ją na ręce i mocno do siebie przytulam.
- Dzięki, że przywiozłeś moje skarby. – uśmiecham się w stronę Travicy i podaje mu rękę.
- Nie ma sprawy. Czego się robi dla siostry. Mam nadzieję, że będzie szczęśliwi. – stwierdza. Też mam taką nadzieję, teraz powinno wszystko być już cudownie, tak jak sobie wymarzyliśmy.
Oczami Andrzeja...
Siedzę w salonie i
bacznie się przyglądam swojemu chrześniakowi, który rysuje mnie w barwach Skry. Co prawda mam wrażenie,
że wyglądam dość śmiesznie na jego obrazku i mało przypominam siebie, ale nic
nie mówię. Wiem, że on uwielbia to robić. Lubię dzieci, mam nadzieję, że kiedyś
będę miał takie moje małe szczęście. Cieszę się, że mój kuzyn właśnie mi
powierzył opiekę nad swoim synem. Podobno młody się uparł, ze chce do wujka
Andrzeja i koniec. To chyba powód do dumy, w końcu młody mnie lubi. Wiem jedno
muszę się spisać wzorowo.
- Ładnie? – pyta podsuwając mi pod nos kartkę papieru – Jak zdobędziesz medal to narysuje cię z medalem. – śmieje się do mnie promiennie
- Ślicznie, zupełnie jak ja. – mówię marszcząc brwi i uważnie się przyglądając rysunkowi. – Obiecuje, że zrobię wszystko, żeby mieć ten medal.
- I mi pokażesz! Wujku a dostanę ciastka? – pyta przyglądając mi się z nadzieją. Spoglądam w stronę kuchni gdzie moja Klaudia przyrządza nam obiad. Dobrze, że tutaj jest, bo ja niestety chyba bym sobie z tym sam nie poradził.
- Po obiedzie. Obiecałem twojej mamie, że nie będziesz jeść słodyczy przed obiadem. – mówię nie pewnie. Wiem, że muszę się stosować do zaleceń, spoglądam na Antosia, któremu ewidentnie zbiera się do płaczu. Nie bardzo wiem co masz teraz zrobić,.
- Ale ja chce teraz. – mówi i zaczyna płakać. Staram się go jakoś uspokoić, jednak bez skutecznie.
- Co tu się dzieje? – w samą porę przychodzi do nas Klaudia. Antoś od razu nakreśla jej całą sytuacje, ona ze zrozumieniem go wysłuchuje. – Chodź Antosiu nie potrzebujemy tutaj, żadnego przerośniętego ogra. – śmieje się spoglądając na mnie i bierze mojego chrześniaka na kolana.
- Ogra? – pytam unosząc brew ku górze.
- Ogr taki przerośnięty i zarośnięty stwór. – chichocze a tylko ja kręcę głową.
- Młody uważaj, bo to zła kobieta jest. Zakochasz się ona cię zostawi, a później nagle wraca i wprowadza zamieszanie. W dodatku cię obraża. – odpowiadam przypominając sobie docinki mojej kobiety.
- Wrona pamiętaj, że kluczyk z Odry można zawsze wyłowić. – pokazuje mi język.
- Wątpię, że znajdziesz. – uśmiecham się cwaniacko do brunetki i przyglądam jak się bawi z Antosiem. Ma naprawdę niezwykłe podejście do dzieci. Chciałbym, żeby to właśnie ona w przyszłości, została matką moich dzieci, oczami wyobraźni, już ją tam widzę.
- Ładnie? – pyta podsuwając mi pod nos kartkę papieru – Jak zdobędziesz medal to narysuje cię z medalem. – śmieje się do mnie promiennie
- Ślicznie, zupełnie jak ja. – mówię marszcząc brwi i uważnie się przyglądając rysunkowi. – Obiecuje, że zrobię wszystko, żeby mieć ten medal.
- I mi pokażesz! Wujku a dostanę ciastka? – pyta przyglądając mi się z nadzieją. Spoglądam w stronę kuchni gdzie moja Klaudia przyrządza nam obiad. Dobrze, że tutaj jest, bo ja niestety chyba bym sobie z tym sam nie poradził.
- Po obiedzie. Obiecałem twojej mamie, że nie będziesz jeść słodyczy przed obiadem. – mówię nie pewnie. Wiem, że muszę się stosować do zaleceń, spoglądam na Antosia, któremu ewidentnie zbiera się do płaczu. Nie bardzo wiem co masz teraz zrobić,.
- Ale ja chce teraz. – mówi i zaczyna płakać. Staram się go jakoś uspokoić, jednak bez skutecznie.
- Co tu się dzieje? – w samą porę przychodzi do nas Klaudia. Antoś od razu nakreśla jej całą sytuacje, ona ze zrozumieniem go wysłuchuje. – Chodź Antosiu nie potrzebujemy tutaj, żadnego przerośniętego ogra. – śmieje się spoglądając na mnie i bierze mojego chrześniaka na kolana.
- Ogra? – pytam unosząc brew ku górze.
- Ogr taki przerośnięty i zarośnięty stwór. – chichocze a tylko ja kręcę głową.
- Młody uważaj, bo to zła kobieta jest. Zakochasz się ona cię zostawi, a później nagle wraca i wprowadza zamieszanie. W dodatku cię obraża. – odpowiadam przypominając sobie docinki mojej kobiety.
- Wrona pamiętaj, że kluczyk z Odry można zawsze wyłowić. – pokazuje mi język.
- Wątpię, że znajdziesz. – uśmiecham się cwaniacko do brunetki i przyglądam jak się bawi z Antosiem. Ma naprawdę niezwykłe podejście do dzieci. Chciałbym, żeby to właśnie ona w przyszłości, została matką moich dzieci, oczami wyobraźni, już ją tam widzę.
Oczami Klaudii...
Stałam oparta o futrynę i przyglądałam się jak Andrzej usypiał Antosia. Młody jest świetnym dzieciakiem i ma sporo energii, trochę nas wykończył. Ten widok jest chyba najwspanialszym widokiem na świecie. Wrona patrzy na małego z czułością i przykrywa go kołderką. Widać, że kocha go niemal jak własnego syna. Uśmiecham się do siebie na ten widok, on nagle podchodzi do mnie i lekko całuje.
- W końcu zasnął. – mówi cicho i zostawia uchylone drzwi. Opadamy ciężko na kanapę, Andrzej mnie przygarnia do siebie, a ja wtulam się mocniej w jego klatkę piersiową, wdychając przy tym jego perfumy.
- Świetnie się spisałeś. – uśmiecham się do niego
- Bez ciebie nie dałbym rady. - stwierdza całując mnie w czubek głowy
- Dałbyś. Widać, że bardzo go lubisz. Po za tym Antoś to naprawdę rozkoszne dziecko. – mruczę przymykając powieki
- Któro potrafi zmęczyć. – czuje jak się śmieje, musiał najwyraźniej zobaczyć moje zmęczenie. – Wiesz musimy pomyśleć o takim naszym małym szkrabie. – słysząc to natychmiast się od niego odrywam. Jego słowa mnie zaskakują. Czy on powiedział że chce mieć ze mną dziecko?
- Naszym? – patrzę zaskoczona na niego i czekam na jakieś wyjaśnienia.
- No twoim i moim. Fajnie by batyło mieć takie maleństwo, takie nasze… - mówi z rozmarzonym wyrazem twarzy. Moja wyobraźnia natychmiast podsuwa mi obraz małego Andrzeja biegającego po domu…
- Właściwie… taki mały Andrzejek, który się bawi w naszym wspólnym mieszkaniu, obok siedzisz sobie ty i patrzysz na niego z dumą. – opowiadam mu swoją wizję, która najwidoczniej mu się podoba.
- Kocham cię. – szepcze mi do ucha, sprawiając że, czuję przyjemne mrowienie w środku. – Ale charakter lepiej jednak, żeby miał po mnie.
- Jesteś okropny Wrona. – mówię uderzając go lekko w ramie.
- I tak mnie kochasz. – prezentuje mi rząd białych ząbków, w odpowiedzi przyciągam go do siebie i zatapiam się w jego ustach.
~~~~
Hej! Rozdział średniej jakości, ale nic lepszego nie wyszło. Mam już internet, więc niedługo w końcu będę mogła nadrabiać u was zaległości :)
Rozdział dedykuje Marcie, która ostatnimi czasy miała urodzinki.:D Sto lat dla ciebie kochana:* Wersja Crisa napisana for you:) Przepraszam, że tutaj dopiero teraz ale przez internet nie mogłam wcześniej. :)
Zapraszam was serdecznie na coś nowego. Kłos vs Wrona??? Przekonacie się sami czytając to opowiadanie:P Prolog - rozum-sklocony-z-sercem
POZDRAWIAM !!!
Paulka
Och ach grazie bella! ;*
OdpowiedzUsuńCris taki kochany, Blanka taka dobra, a Wrona i Klaudia tacy zabawni :P
~Marta xD
Wronce do twarzy z dziećmi i mam nadzieję, że wkrótce będzie takie małe bawił. Dobrze, że Blanka wszystko ogarnęła. Ale jednak Alicję widziała bym z Bartkiem.
OdpowiedzUsuńZapraszam na http://sportowe-jedno-party.blogspot.com/ gdzie pojawił się part z Wroną w roli głównej.
Pozdrawiam :*
Nie sądziłam, że Klaudia tak fajnie zareaguje na pomysł, żeby w przyszłości miała dziecko z Andrzejem^^ Kurcze szkoda mi Blanki i Maćka, gdyż czuję, że to oni najbardziej w tej dziwnej sytuacji ucierpią. Moim zdaniem Blanka powinna jak najszybciej przerwać ten związek. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńWidać, że Wronka dobrze sobie radzi z dziećmi ;) Nie spodziewałam się, że Klaudia aż tak pozytywnie zareaguje na to, że Andrzej chce mieć z nią dzieci :D
OdpowiedzUsuńBlanka tylko rani Maćka, nie powinna robić mu nadziei. Powinna to zakończyć i wytłumaczyć mu wszystko. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy ;)
Pozdrawiam!
Świetny rozdział <3
OdpowiedzUsuńNajbardziej rozczulający fragment to ten z Andrzejem i Klaudią *.*
Hmmm a Blanka? W tej sytuacji szkoda mi tylko i wyłącznie Maćka...
Pozdrawiam i czekam na kolejny :*
Kiedy kolejny rozdział się pojawi ?
OdpowiedzUsuńNie każ nam jeszcze czekać :D